Japońska pornogwiazdka a sprawa chińska.
5 czerwca bieżącego roku jeden z hongkońskich dzienników opublikował wiadomość, która z pewnością zelektryzowała męskoosobowych Chińczyków studiujących w Japonii. Dziennikarz Wen Wei Po doniósł, że dwudziestoczteroletnia japońska pornogwiazdka Anri Suzuki oferuje chińskim studentom darmowy seks w ramach odszkodowań za drugą wojnę chińsko-japońską (1937-1945). Wiadomość od razu stała się przebojem w azjatyckich mediach. Kilka dni temu zelektryzowała również Zachód, a to za sprawą brytyjskiego tablodiu „The Sun”, który – opierając się głównie na „The Korea Times” – opublikował pełne błędów tłumaczenie. Okazuje się jednak, że chińscy studenci przebywający w Japonii muszą powstrzymać chuć, bowiem Wen Wei Po dowiódł, jak mało wiarygodnym jest dziennikarzem – swój sensacyjny artykuł oparł jedynie na… poście znalezionym na jednym z forów internetowych. Suzuki, przedstawiona przez Po jako magister historii, która niedawno rzekomo obroniła pracę Historia japońskiej inwazji na Chiny, stanowczo zdementowała pogłoski, stwierdzając, że w całej historii prawdą jest jedynie to, iż pracuje jako pornoaktorka.
Jaki morał płynie z powyższej historii? Dzięki nieprofesjonalnym dziennikarzom pornogwiazdka może zyskać znakomitą reklamę swojej osoby i swoich filmów (w tym takich wiekopomnych dzieł jak Maid-Droid czy Anri Suzuki: Anal Slave Enema Propulsion), zaś przed opublikowaniem jakiejkolwiek wiadomości zawsze warto sprawdzić wiarygodność przedstawianych informacji w więcej niż jednym źródle.
Źródła: „The Korea Times”, Nippon Cinema
Tagi: anri suzuki, chiny, porno, wojna chińsko-japońska
